Dwaj wielcy wodzowie

Dwaj wielcy wodzowie W 451 roku Rzym nie był już jednak w centrum władzy, a imperium dzieliło się na dwie części: Cesarstwo Wschodnie, ze stolicą w Konstantynopolu - kwitło, natomiast w Cesarstwie Zachodnim panoszyli się barbarzyńcy. Praktycznie Imperium Rzymskie nie było już ani imperium, ani rzymskie. Podzielone na części, nie było w stanie kontrolować swoich granic. Trudno tu mówić o jedności. Państwo tworzyły armie, gubernatorzy, garnizony i poszczególne miasta. Było to wielkie imperium w rozsypce. Z Rawenny, w północnej Italii Cesarz Walentynian III rządził resztkami Cesarstwa Zachodniego. Teoretycznie władał Galią, Hiszpanią i Italią, lecz w rzeczywistości kontrolę sprawowali tam lokalni wodzowie - barbarzyńcy. Galia, czyli współczesna Francja była w rękach Wizygotów, Italią władali Wandalowie. Głównodowodzący armii Walentyniana, Flawiusz Aecjusz, sam był półbarbażyńcą. Flawiuszowi Aecjuszowi z pewnością był bardzo utalentowanym wodzem z dużym doświadczeniem. Jak się sądzi, był również wytrawnym politykiem; przez długie lata pełnił najwyższe urzędy w państwie. Matką Aecjusza była Rzymianka, ale od dziecka wychował się wśród Wizygotów. Przebywał także u Hunów ponad rok. Dobrze znał huńskie tradycje, żył w namiocie, nauczył się nawet jeździć konno na sposób Hunów. Często był nazywany ostatnim Rzymianinem. W wieku 30 lat działał już na północno-wschodniej granicy Cesarstwa Zachodniego, powstrzymując tam Franków, a później Gotów przed wdarciem się na słabo bronione, a zarazem bardzo bogate tereny środkowej Italii i Hiszpanii. Cesarstwo Zachodnie było łakomym i łatwym celem dla barbarzyńskich plemion. W 451 r. zjawił się jednak barbarzyńca zupełnie innego kalibru: Hun Attyla. Był to rodzaj super-barbarzyńcy. Był lekko siwy, przygarbiony i bardzo muskularny. Prawdopodobnie był w średnim wieku, przysadzisty i smagły. Ci, którzy go znali, drżeli przed nim ze strachu.

Zapraszamy

Cześć

W 451 r. imperium rzymskie leżało w gruzach, a dni chwały Oktawiana Augusta przeminęły

Przeczytaj